DRAGON 17, czyli NAJWIĘKSZA KOMPROMITACJA W DZIEJACH MON. część 1

Premier Beata Szydło: „Antoni Macierewicz jest tym politykiem, który gwarantuje, że polska armia zostanie odbudowana, będzie sprawna, silna i będzie ważnym elementem Sojuszu Północnoatlantyckiego” Już od roku na stronach MON, ćwiczenia Dragon 17 były zapowiadane jako jedne z największych od wielu lat. Ale mimo propagandy sukcesu i zaklęć Pani Premier oraz ministra Antoniego Macierewicza o „odbudowanej, silnej armii”, rzeczywistość na manewrach Dragon 17, okazała się zgoła zupełnie inna. Skala upadku i „ukrainizacji” armii zaskoczyła nie tylko ćwiczącą Rezerwę ale nawet zawodowych oficerów.
Co się stało na Dragonie 17, że nawet media zaczęły skrzętnie ukrywać ten temat?

KATASTROFA MOBILIZACYJNA czyli WKU w akcji.

Antoni Macierewicz(przemówienie w Sejmie z dn. 5 lipca 2016 roku): ..”dzisiaj blisko 60 procent żołnierzy uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku, że armia jest dobrze zarządzona”…

Bardzo szybko się okazało, już w trakcie organizacji ćwiczeń, że nie uda się powołać na Dragona 17 zakładanej liczby rezerwistów. Zdecydowana większość komend WKU, nie była w stanie dostarczyć na w/w ćwiczenia więcej niż kilkudziesięciu żołnierzy! Co ciekawe były też komendy WKU, które dostarczyły mniej rezerwistów niż … same liczyły zatrudnionych pracowników i żołnierzy. Generalnie WKU dostarczyły zaledwie około 60%-70% (w zależności od jednostki) wymaganych stanów żołnierzy. Pada zatem pytanie – jeśli WKU nie jest w stanie dostarczyć na najważniejsze ćwiczenia w danym roku, paru tysięcy rezerwistów, to kto? I jak sobie poradzi, gdy w trybie mobilizacyjnym będzie musiała zmobilizować około 170-200 tys. rezerwistów? Ćwiczenia Dragon 17 wyraźnie pokazały iż sobie nie poradzi.

Ale nie o samą liczbę powołanych żołnierzy chodzi. Działania WKU mają też drugą stronę medalu. Otóż po powołaniu okazało się, że większość żołnierzy ma przydziały niezgodne z ich specjalnością. I tak marynarze trafiali do rozpoznania, lotnicy do wojsk zmechanizowanych, zaś np. artylerzyści do … logistyki (!) Wielu kierowcom wozów bojowych, WKU zapomniało wydać wojskowych poświadczeń uprawniających do kierowania danym pojazdem (tzw. „zielone druki”). Dochodziło do kuriozalnych sytuacji gdy weterani z Afganistanu nie mogli prowadzić żadnych wozów, mimo iż na misjach jeździli np. Rosomakami.

Co ciekawe WKU posiada dokładne spisy etatów do obsadzenia przez rezerwistów wraz z wymaganą specjalnością i odpowiednimi dokumentami, jakie są w danych wypadkach wymagane od rezerwistów. Ale w jednostkach nigdy nie wiadomo kto i z jaką specjalnością się trafi. Mimo wielu monitów dowódców brygad i dywizji, temat ten od dwudziestu paru lat jest nierozwiązywalny dla żadnej opcji politycznej, zaś bałagan w tym zakresie się pogłębia. Skumulował się on na Dragonie 17, gdzie prawdopodobnie co drugi żołnierz nie miał przydziałów zgodnych z jego specjalnością. A szczytem kuriozum, był fakt iż na ćwiczenia kierowano osoby bez przysięgi wojskowej(!) Jak na ćwiczeniach przekazać legalnie takim ludziom broń, skoro zgodnie z prawem są nadal cywilami?

Rys. 1 Tego nie pamiętają najstarsi rezerwiści … osoby skierowane na ćwiczenia składają przysięgę wojskową, gdyż do tej pory nie były nawet … żołnierzami(!)

Inną sprawą jest samo informowanie żołnierzy przez WKU o rodzaju odbywanych ćwiczeń. Niejednokrotnie WKU wprowadza rezerwistów w błąd, informując ich o wolnych sobotach, bądź niedzielach albo o możliwości wydawania stałych przepustek. Rezerwiści niejednokrotnie, dopiero po przybyciu do jednostki dowiadywali się, iż z rodziną nie będą się widzieli przez cały miesiąc. W WKU rezerwiści często nie tylko nie mogą się dowiedzieć, ani o przydziale jaki otrzymują, ale też o rodzaju ćwiczeń i ich warunkach. Zbyt często nie wiedzą co mają zabrać, a co nie.

Niestety „reformy” wojska przeprowadzone przez Platformę Obywatelską z lat 2007-2015, całkowicie zrujnowały nasz system mobilizacyjny, zaś minister Macierewicz, mimo buńczucznych zapowiedzi nie potrafi nic w tej sprawie zmienić. Mało tego, pogłębia tylko chaotycznymi decyzjami istniejący bałagan.

„Wrogi Oddział Gospodarczy” czyli w Warszawie wiedzą lepiej…

Wiceszef MON Michał Dworczyk (przemówienie w Sejmie z dn. 05.07.2016 r.): …”wiele zarzutów to niezrozumienie potrzeb armii”…

Jak już wyżej wspomniano żołnierz zbyt często nie wie co dostanie, co może i ma dodatkowo wziąć, aby mu było ciepło i sucho. Dawniej to dowódca Jednostki Wojskowej (JW) decydował, co ma być wydane żołnierzowi na ćwiczenia. Ewentualne braki żołnierze zwykle uzupełniali w kantynie wojskowej lub najczęściej dowódca jednostki, widząc zmieniającą się aurę wydawał rozkaz pobrania z magazynów odpowiedniej, dodatkowej odzieży. Była też nieoficjalna funkcja „gaciowego”, który dbał aby wszystkie rzeczy były czyste i regularnie co dwa tygodnie wymieniane.

Jednak ten model to już historia. Według szefostwa MON, to siedzący w Warszawie Gestor decydować ma jaka będzie pogoda i co wydać żołnierzowi na planowany poligon. Zaś dowódców jednostek uzależniono od WOG-ów (Wojskowy Oddział Gospodarczy), które stały się państwem w państwie.

Na dodatek zaczęto wydawać rozporządzenia odnośnie przysługujących żołnierzom sortów mundurowych, które nijak się miały do potrzeb poligonowych i … panującej aury oraz dostępności sortów mundurowych. Ostatnie takie rozporządzenie wydano już za ministra Macierewicza 9 lutego 2016 roku. Wg Antoniego Macierewicza dla żołnierza Rezerwy na miesiąc ćwiczeń w polu (29 dni) wystarczał tylko: 1 mundur, dwie pary skarpet, dwa podkoszulki, koszulka i spodenki gimnastyczne, dwa ręczniki. A to wszystko bez faktycznej możliwości przeprania w/w rzeczy w tym okresie! Słowem patriotyczne wojsko musi, wg obecnych szefów MON, śmierdzieć! Gdyż rozporządzenie nie przewiduje możliwości prania w/w sortów mundurowych, zaś na poligonie pralek nie ma, aby samemu to zrobić. Teoretycznie była możliwość oddania mundurów do jedynej działającej pralni (kosmicznie drogiej!) ale pod warunkiem, że żołnierz cały dzień przechodzi w … piżamie, bo drugiego munduru na zmianę nie dostał. De facto po dwóch tygodniach służby wojsko niemiłosiernie śmierdzi. Można sobie wyobrazić odór jaki odchodzi od tak „patriotycznie ustrojonej” Rezerwy po 20-25 dniach przebywania w polu. Nie inaczej było na Dragonie 17, stąd pewnie, ani Prezydent, ani szef MON woleli się z Rezerwą nie spotykać, z wyjątkiem specjalnie dobranych i „wyglancowanych” wybrańców. Także ilość bielizny na miesiąc czasu była „powalająca”. O ile mężczyźni dawali sobie z tym radę, to wielokrotnie Rezerwistki musiały prosić o przepustki, aby uzupełnić swoje potrzeby mundurowe…

Rys.2. Koniec ćwiczeń, prace porządkowe. Po zdjęciu oporządzenia widać w pełni „ukrainizację” żołnierzy, prywatne podkoszulki, czapki pod hełm, polary, rękawice, dresy  a nawet … kangurek, wszystko aby w nocy było ciepło. Na muzea w przyszłym roku MON planuje wydać 144 mln zł. Ale póki co nie stać  go na … odpowiednie mundury dla żołnierzy. Żołnierze to widzą, a politycy te tysiące wyborców lekceważą!

Ale w interpretacji często zmieniających się przepisów mundurowych pogubiło się na Dragonie 17 samo MON i po prostu wydano co zalegało w magazynach lub co się Gestorowi i WOG-om podobało. Wojsko na jesienne noce dostało między innymi pustynne (to nie żart!) szorty i podkoszulki oraz zimowe tzw. behatki. Słowem częściowo wydano umundurowanie typowo pustynne, częściowo zaś typowo zimowe! Zaś wisienką na torcie było to, iż w ogóle nie przewidziano umundurowania przeciwdeszczowego! Widać szefowie MON uznali, iż wrzesień i październik to w Polsce okresy pory suchej (pustynne szorty) i bezdeszczowej.

Nie mniejszą zmorą były buty. Jak się okazało, w wielu przypadkach wadliwe i co ciekawe – bez możliwości wymiany jak np. podeszwa pękła lub się porwały na skutek ćwiczeń. Stąd dosyć szybko część wojska chodziło w butach cywilnych.

Rys.3 Ukrainizacja żołnierzy przy występujących brakach wyposażenia nastąpiła na Dragon 17 szybko. Końcówka ćwiczeń – widać brak wojskowych butów których nie było możliwości po uszkodzeniach wymienić, prywatne dresy i czapki (w nocy w końcówce września pod samym hełmem jest niemiłosiernie zimno) oraz pustynne .. kamizelki taktyczne, w rękach hełm pamiętający czasy PRL. Wszystko bez realnej możliwości przeprania.

Na skutek takiego „zaopatrzenia” żołnierzy, po pierwszej nocy spędzonej w polu, szosy i drogi wokół poligonu szybko zaroiły się od samochodów zaniepokojonych rodzin, które zaczęły żołnierzom przywozić ciepłe ubrania na noc, foliowe płaszcze i plandeki przeciwdeszczowe oraz inne wyposażenie, które powinni dostać z MON, a nie dostali. W krótkim czasie wojsko w polu zaczęło przypominać ubiorem ukraińską armię i jej ochotników z lata 2014 roku. „Modernizacja” armii chyba jednak nie poszła w tym kierunku, o którym w licznych wypowiedziach informował szef MON niezorientowaną w rzeczywistości wojska opinię publiczną.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż nawet żołnierze zawodowi mają podobny problem z uzyskaniem przysługujących im sortów mundurowych. Szacuje się, iż około 10-20% żołnierzy zawodowych nie dostało w tym roku przysługujących im sortów mundurowych. Wszystko zaś wskazuje, że sytuacja się jeszcze pogorszy gdyż jak dotąd, nie zawarto kontraktu na nową partię mundurów. Wprawdzie mówi się o wprowadzaniu jakiś nowych wzorów umundurowania, ale jak to jest z obietnicami ministra Macierewicza to wszystkim wiadomo. Na razie nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie planowano jakikolwiek kontrakt zakupowy w tym zakresie, zaś wszelkie możliwe zapasy umundurowania kieruje się do amatorów z WOT. Stąd częstym widokiem na ćwiczeniach Dragon 17 byli żołnierze, nawet elitarnych formacji, którzy chodzili w powycieranych czy przetartych mundurach. Tajemnicą Antoniego Macierewicza jest, jak szefostwo MON zamierza egzekwować przepisy mundurowe (Rozporządzenie MON z dnia 31 12. 2014 r.) oraz Regulamin Ogólny Sił zbrojnych RP (decyzja MON z dnia 30.12.2013 r. nr. 445), gdy nie dostarcza żołnierzom sortów mundurowych pozwalających je przestrzegać? Jak pokazały ćwiczenia, MON Antoniego Macierewicza nie jest w stanie wyposażyć polskich żołnierzy w podstawowe rzeczy niezbędne do ćwiczeń, ale potrafi „zająć się” miliardowymi przetargami na śmigłowce, okręty podwodne czy systemy przeciwlotnicze.

Zatem jak wierzyć w skuteczność zapowiadanych przetargów, jak szef MON nie jest w stanie odpowiednio umundurować wojska na zwykłe ćwiczenia?

Rys.4 Tak poza kamerami, niejednokrotnie wyglądają mundury elitarnych zawodowych formacji, nie wszyscy żołnierze zawodowi dostali w tym roku przysługujące im sorty mundurowe i prawdopodobnie nie dostaną też ich w roku przyszłym. Rekruci z WOT są ważniejsi…

Jak była zła sytuacja mundurowa ćwiczących wojsk niech świadczy fakt, iż w bardzo zimne noce zaczęły występować wypadki samowolnego schodzenia żołnierzy z poligonu do obozu. Aby temu zapobiec część dowódców zdecydowała się zmniejszyć obsady wojska na poligonie i wprowadziła rotację żołnierzy na nocnych ćwiczeniach.  Zdarzało się też, iż po opadach deszczu całe pododdziały chciały zejść z pola i zakończyć ćwiczenia gdyż … nie posiadały żadnej odzieży przeciwdeszczowej! Gdyby na Dragonie 17 zdarzyła się na dłużej typowo jesienna, deszczowa pogoda, ćwiczenia by się nie odbyły. Rezerwa zeszła by z pola. Na szczęście było słonecznie i do całkowitej kompromitacji nie doszło.

Równie fatalne było zabezpieczenie medyczne. W punktach medycznych nie było nawet tak prostych leków jak syrop na kaszel, tabletki na gardło, czy nawet zwykła polopiryna! Owszem zabezpieczono się na wypadek złamań, postrzałów czy innych groźnych wypadków, ale zlekceważono najczęściej występujące jesienią schorzenia jak katar, gorączka czy ból gardła. Żołnierze i ich rodziny we własnym zakresie musieli nabywać medykamenty, często gdy już choroba była zaawansowana. Dlatego też około 10-15% ćwiczących stale było na zwolnieniu lekarskim, bądź też przebywało w gorączce na terenie obozu.

Rys. 5 Nierzadko jeszcze występujące WC w wojsku na tzw. „Małysza” ale ministrowie zajmują się zakupem „Patriotów”…

Jeszcze większą kompromitacją na Dragonie 17 okazały się sprawy bytowo-sanitarne. W wielu miejscach brakowało np. sanitariatów. Bałagan organizacyjny w WOG dał tutaj o sobie wyjątkowo znać. Na jednym obozowisku toy-toye nie zdążyły być ustawione na czas. Na drugim zdjęto je bez powiadamiania dowódców ćwiczących oddziałów, na kilka dni przed tym, zanim wojsko zjechało z poligonu! Stąd bywało, iż na 200-300 żołnierzy przypadały 2 toy-toye! Zaczęły się robić kolejki i dochodziło do scysji w tym zakresie, zanim problemy udało się załatwić. Oczywiście w czasie wizyty Prezydenta i szefa MON ustawiono specjalne, pancerne toy-toye dla nich tylko dostępne.

Były problemy nawet z tak prozaicznymi rzeczami jak woda! Rozporządzenie MON z dnia 4 marca 2011 określa normę należności wody pitnej butelkowanej 1,5 l na czas pokoju i 2,5 litra na czas wojny, co jest oczywistą bzdurą. I tą oczywistą bzdurę usankcjonował decyzją nr 97 z dnia 15 maja 2017 roku sam szef MON Antonii Macierewicz. Co ciekawe to rozporządzenie nie dotyczyło zagranicznych wojsk NATO. Przypomnę, w Instytucie Żywności i Żywienia opracowano dla ludności Polski normy określające wystarczające spożycie wody (zawartej zarówno w napojach, jak i pożywieniu) na poziomie 3,7 litra dla mężczyzn (Normy żywienia człowieka, red. nauk. M. Jarosz, B. Bułhak-Jachymczyk, PZWL,Warszawa 2008). Co ciekawe, normy 1.5 litowe nie dotyczą wyższych urzędników MON, mimo iż mają funkcję sztabowe czy urzędnicze, to wody mogą zużywać dowolnie. Ale wojsko w polu musi od paru lat zadawalać się owymi 1,5 l. Stąd Prezydent i Minister Obrony Narodowej podczas wizyty mieli wody pod dostatkiem, ale już paręset metrów dalej była ona problemem dla ćwiczących żołnierzy. Dochodziło do gorszących scen gdy na stołówkach obsługa, zabierała  butelki z wodą, tym którzy chcieli jej pobrać więcej niż przysługujące 1,5 litra (nawet kobietom).

Rys. 6 Las namiotów i … dwa toy-toye, końcówka ćwiczeń.

Podobnie sprawa miała się z namiotami. Dochodziło do sytuacji gdzie w jednym namiocie zamiast 8 łóżek stawało 12! Niektóre pododdziały miały możliwość przenocowania gdy … inne ruszały na noc w pole.  Braki namiotów były tak wielkie, iż wojsko na ćwiczenia Dragon17 musiało pożyczać namioty od prywatnych firm! Co by było gdyby trzeba było zorganizować ćwiczenia nie dla 17 tys., ale dla 20 lub 25 tys. wojska? I co można sądzić o kierownictwie MON, które nie jest w stanie zabezpieczyć odpowiedniej ilości namiotów na średniej wielkości ćwiczenia?

Także sprawy żywnościowe przestawiały wiele do życzenia. Tak oszczędnego i ubogiego jedzenia nie pamiętali najstarsi Rezerwiści. Oczywiście na stołówkach żołnierskich prominenci ze Sztabu Generalnego czy Generalnego Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych nie byli obecni…

Rys. 7 Przykładowe „patriotyczne” śniadanie żołnierzy na Dragonie 17. Do tego nieograniczona ilość chleba, ale woda była już racjonowana. Minister Antonii Macierewicz postanowił nawet na jedzeniu dla wojska oszczędzić, aby tak pozyskane środki przekazać dla WOT!

Nie mniejszym problemem był dla żołnierzy brak kantyn i możliwość spędzania wolnego czasu po ćwiczeniach. Z nieznanych przyczyn poprzednicy Macierewicza postanowili, iż kantyna to rzecz niepotrzebna, a co najważniejsze zlikwiduje się w ten sposób proceder picia piwa w wojsku. Oczywiście procederu nie zlikwidowano, zaś na Dragonie 17 wyszła z tego międzynarodowa kompromitacja. Okazało się, że bufety funkcjonują tylko gdy ćwiczą wojska NATO, tam zaś gdzie ćwiczy żołnierz polski, ani bufet, ani kantyna się jemu nie należą! Choć poligon jeden dla wszystkich. Nie musze dodawać, iż cały czas trwał zakaz opuszczania obozowiska. Dlatego nawet najprostsze potrzeby, typu zakup mydła, czy szczoteczki do zębów (jak ktoś zgubił) był dla ćwiczących sporym problemem.

Ale nie to najbardziej zabolało Rezerwistów, najbardziej zabolało to, że potraktowano ich jak żołnierzy drugiej kategorii. Niejednokrotnie mieli oni za sobą dwa lata ciężkiej służby w pododdziałach specjalnych lub parę misji w Iraku lub Afganistanie. Często wymagano od nich podobnych umiejętności co od żołnierzy zawodowych. Szczególnie dotyczyło to kierowców, łącznościowców czy saperów, tym bardziej, że od 30 lat sprzęt w większości wiele się nie zmienił. Ale wyposażenie mieli częstokroć uboższe niż w PRL. Czarę goryczy przelały wizyty szefa MON Antoniego Macierewicza, oraz Prezydenta Andrzeja Dudy. Obaj prominenci skutecznie omijali, podczas wizyty na największym poligonie w Drawsku rezerwistów. Żaden z nich się z nimi nie spotkał. Jest to o tyle zastanawiające, iż to są właśnie ich wyborcy. Mogli zdobyć tysiące głosów zarówno rezerwistów i ich rodzin. Niestety skutek był odwrotny. PiS zyskało tysiące przeciwników, świadków owej farsy na Dragonie 17. Czekaliśmy na odwiedziny Prezydenta, ale nie przyjechał, co świadczy o jakości doradców jakich ma w Pałacu. 

Rys. 8. Pancerne toy-toye Prezydenta i Ministra, symbolem całkowitego wyobcowania cywilnych zwierzchników od żołnierzy …

 

Koniec Części Pierwszej.

Uwagi: Nie używałem w tekście terminów stricte wojskowych aby był on zrozumiały dla większej części społeczeństwa.

autor:Piotr Śmielak 

źródło: https://www.mpolska24.pl