Felieton bezrobotnego: Bezrobotni są w PUPie, czyli myśl o tym czy urzędy pracy powinny być zlikwidowane?

– Urzędy pracy powinny być zlikwidowane, bo bezrobocia już nie ma; generują koszty państwa w okolicach czterech milionów zł rocznie – ocenił w czwartek wiceszef klubu Kukiz’15 Marek Jakubiak.

Polscy zarejestrowani bezrobotni dosłownie i w przenośni są w PUPie. Zdaniem posłów Klubu KUKIZ`15 realizowana przez zbiurokratyzowane urzędy pracy polityka rynku pracy, jest nieefektywna i nierentowna. O likwidacji lub zmianach w PUP mówiła już w kwietniu 2016 roku Posłanka Agnieszka Ścigaj. 

Oto kilka akapitów tekstu, które nie są laniem wody lecz felietonem przedstawiającym realia zarejestrowanych bezrobotnych i stanowią potwierdzenie prawdziwości słów Posła Marka Jakubiaka – i to okiem bezrobotnego…

Siła robocza sprytnych prywaciarzy utrzymywana za publiczne pieniądze…

Dzięki Powiatowym Urzędom Pracy rodacy zarejestrowani jako bezrobotni, są potencjalną najtańszą siłą roboczą. Moim zdaniem mamy do czynienia z patologią, której egzystencja sponsorowana jest z publicznych pieniędzy, do tego uczy ludzi kombinowania i omijania przepisów. System jest chory bo sam stworzył bakterię, która go zabija… 

Wyzysk osób zarejestrowanych w PUP jest ogromny – a rząd niczym dobry duch Casper – w tym wyzysku przedsiębiorcom pomaga.

Woły robocze

Dziś, to szefowie firm coraz częściej szukają pracowników w urzędzie pracy – bo tam są oni „najtańsi” i stamtąd pracownika bez szczególnych wymagań do kopania rowów zawsze znajdą…

Bezrobotny jeżeli nie przyjmie stażu lub oferty np. pracownika fizycznego za najniższą krajową czyli 1459 zł do ręki (2000 zł brutto), zostanie z urzędu pracy wyrejestrowany.

Też nie ma co się oszukiwać, że z takiego niewolnika wybitnego specjalisty w dziedzinie kopania rowów nie będzie – bo pracę za taką płacę trzeba odpowiednio szanować.

Oczywiście to tylko przykład bo filozofii w kopaniu rowów nie ma, jednak jest dla pracownika różnicą zarobić 6 euro na godzinę w Niemczech na czarno a nie 13 zł w Polsce….

Sporą korzyścią dla pracodawców również są szkolenia w ramach umowy trójstronnej oraz tworzenie miejsc pracy ze środków PUP, gdzie pracodawca deklaruje zatrudnienie pracownika, który uzyska odpowiednie kwalifikacje zawodowe. Pracodawca będzie miał człowieka do pracy na okres minimum pół roku i to jakim kosztem?

Jak “nie” to wypad z baru!

Bezrobotny, tak jak już wspomniałem, który odmawia podjęcia pracy, szkoleń i nie stawia się na podpisy – traci prawo do zasiłku oraz ubezpieczenie zdrowotne. Więc niezaradni, wystraszeni, nie umiejący kombinować, bojący się odpowiedzialności karnej bezrobotni idą pracować – jak woły na rzeź – do prywaciarza za wspomnianą już najniższą krajową lub na staż. Wracają po kilku miesiącach do urzędu jako bezrobotni…

Powiatowy Urząd Pracy dla zdrowych ludzi…

Ważne, żeby w tym miejscu dodać, jak to bezrobotni zarejestrowani w PUP nie mogą chorować. Człowiek chory jest niezdolny do podjęcia pracy, czyli w świetle prawa po kilkudziesięciu dniach nie jest już bezrobotnym gotowym do podjęcia pracy.

Urząd chorego obywatela ma prawo wyrejestrować, jeżeli bezrobotny choruje dłużej niż 90 dni.

Osoby, które utracą status bezrobotnego kierują się do Ośrodków Pomocy Społecznej…również ci którzy są chorzy na alkoholizm… tam pieniądze w ramach pomocy socjalnej zawsze się znajdą…oczywiście pieniądze z puli środków publicznych…

W tym miejscu Powiatowy Urząd Pracy mimo nie wysłania bezrobotnego na staż lub do pracy również odniesie kolejny statystyczny sukces – ilość bezrobotnych w Polsce zmniejszy się o kolejną osobę…

Tylko dla ubezpieczenia…

W grupie bezrobotnych są też ci „bezrobotni” co pracują na czarno i ani myślą o przyjmowaniu ofert – chodzi im tylko o ubezpieczenie zdrowotne – wtedy mają bardzo wysokie wymagania co do przyszłego pracodawcy i nie pracują długimi miesiącami…a PUP dla nich ofert nie ma… W tym miejscu należałoby się zastanowić, z czego tacy ludzie żyją?!

Cwany parobek…

Dzięki Powiatowym Urzędom Pracy nie tylko pracodawcy ale i bezrobotni nauczyli się kombinować. Oto jak bezrobotni podwyższają sobie pensję pieniędzmi ze środków publicznych: środkami na staże, środkami na otwarcie firm lub z innych grantów np. z UE,  pracują na czarno i pobierają zasiłek, jako „bezrobotni na papierku” robią sobie szkolenia na koparki lub kursy specjalistyczne. Często jeżeli mają możliwość zwalniają się i zatrudniają za najniższą krajową pobierając dodatki aktywizacyjne, a gdy te się kończą wracają do urzędu po zasiłek lub np. staż…

I na koniec coś, co pokrzepi przedsiębiorców – wysyp firm otwieranych za dotacje z PUP rozłożył setki lokalnych firm istniejących już na rynku!!!

Bezrobotni korzystający z dotacji otwierali na potęgę jednoosobowe działalności gospodarcze – łudząc się że dorobią się szybko Mercedesów jak ich szefowie… Nie mając pojęcia o tym jak prowadzić firmę podpinali się już po paru miesiącach jako podwykonawcy pod inne firmy lub psuli lokalny rynek, walcząc z konkurencją o przetrwanie zaniżaniem cen usług i towarów. Często również na sam koniec sprytniejsi wygrywający przetargi brali wykonawców a potem szybciutko bankrutowali… 

Jednoosobowcy z dotacji wykańczali się na wzajem jak sklepikarzy wykańczają wielkie markety zagranicznych koncernów….

Czy temu wszystkiemu winne są Urzędy Pracy? Najniższa krajowa, wysokość wynagrodzenia za staż lub kwota zasiłku? 

Oczywiście nie wszyscy bezrobotni i prywaciarze są tacy straszni, niektórzy co otworzyli za dotację firmy prowadzą je do dziś. Są też tacy którzy doceniają pracownika, płacą rzetelnie i nie praktykują niewolniczego wyzysku. Ale oni rzadziej korzystają ze stażystów i nie zatrudniają za najniższą krajową. Specjalistów szukają przez agencje pracy, mają swój dział HR – i właśnie może takie powiatowe jednostki byłyby o wiele bardziej skuteczne i nie naraziły ogromnej ilości urzędników na utratę pracy… 

 

[bezrobotny Jan]

Random Posts