Kukiz’15 ostoją normalności w żenującej, parlamentarnej rzeczywistości

Autokracja, cenzura, protest, okupacja, destabilizacja, (nie) pucz (kiedy odjadę), stan wojenny – takie menu serwowały nam media transmitując ostatnie wydarzenia w Sejmie RP.

Zaczęło się niewinnie – #wolnemedia i „Kochany Panie marszałku…” – a skończyło na kolektywie żenujących „parlamentarzystów” blokujących sejmową mównicę i uniemożliwiających prowadzenie obrad. Trudno nie doszukiwać się tu analogii ze „wściekłymi małpami” (cyt. Stanisława Tyszki), które puszczone na wybieg urządzają sobie infantylną zabawę. Naród natomiast (a przede wszystkim jego skłonna do manipulacji część) opanował nastrój lęku i oczekiwania na „Big Bang”, czyli w przybliżeniu bliżej nieokreślone zdarzenie mające wymierny wpływ na funkcjonowanie Państwa. Reasumując – pomieszanie z poplątaniem. I chociaż w całej tej sytuacji nie można lekceważyć powagi kryzysu parlamentarnego, to winę za jego eskalację w oczach obywateli bez cienia wątpliwości ponoszą media oraz posłowie tzw. opozycji (.N, PO) plecący na potęgę androny i lansujący się w błysku fleszy.

Gdyby jednak zmanipulowany i nieświadomy obywatel – który swoją wiedzę opiera wyłącznie na serwowanych mu przez trzymane w zagranicznych łapskach stacje TV – przespacerował się 11 stycznia po sejmie, mógły poczuć się niezwykle zdziwiony, zdezorientowany, a nawet oszukany. Gorąco było właściwie tylko na zwenątrz, gdzie protest, rozpadającego się jak domek z kart, KOD-u spowodował mobilizację funkcjonariuszy policji. W budynku przy ul. Wiejskiej 4/6/8 próżno bowiem było doszukiwać się dekadenckich postaw, przerażonej i postawionej w stan wyjątkowej gotowości Straży Marszałkowskiej czy czekających z powagą w napięciu posłów wszystkich ugrupowań. Zamiast tego na pierwszy plan wysuwała się degrengolada „naszych” opozycyjnych parlamentarzystów wesoło dowcipkujących i wyluzowanych jak podczas wczasów na Maderze. Pomimo iż okupacja mównicy nie znudziła się protestującym, a PiS już knuł chytry plan jak pozbyć się rewolucjonistów w atmosferze spokoju i wszechogarniającej miłości, część tzw. opozycji wyraźnie nie narzekała – była bowiem szansa, żeby w dalszym ciągu poprodukować się w mediach czy strzelić sobie w sali plenarnej selfie, gwarantujące kilka tysięcy „lajków”. Smutny wydawał się chyba tylko „Piękny Ryszard”, ale on rzeczywiście miał najmniej powodów do radości. Do całokształtu obrazu dodajmy jeszcze media – lekko znudzone, trochę zirytowane – które przeżyły jedyną chwilę ekstazy po otworzeniu galerii.

Gdzieś w tym całym cyrku znajdowali się posłowie Kukiz’15, jakże wyraźnie kontrastujący z obrazem parlamentarnej nędzy i rozpaczy. Skupieni, poważni, zajmujący stanowisko jedynie w istotnych kwestiach – merytorycznie i z klasą. Kryzys parlamentarny nie posłużył im, w odróżnieniu do pozostałych ugrupowań, by brylować na rozmaitych portalach czy w mediach. Oczywiście, wykorzystywali media społecznościowe, ale tylko do rzetelnej relacji, którą przekazywali swoim wyborcom. Posłowie tacy jak Andrzej Kobylarz, Piotr Liroy-Marzec, Jerzy Kozłowski czy Andrzej Maciejewski ze zrezygnowaniem transmitowali wydarzenia w Sejmie RP, będąc zażenowanymi zaistniałą sytuacją. Obraz klubu uzupełnia jego lider – Paweł Kukiz – przepraszający obywateli za kryzys, do którego w żaden sposób się nie przyczynił. Stojącego na czele Kukiz’15 nie było w Sejmie, kiedy partyjny spektakl miał swój prolog, ale pozostawał ze swoimi posłami w ciągłym kontakcie, przekazując precyzyjną i jakże wymowną wskazówkę – „Macie swoją godność i zgodnie z nią postępujcie”.

Kryzys parlamentarny trochę się zużył, protest (na tę chwilę) zawieszono, ale bez wątpienia pozwolił on oddzielić ziarno od plew – obywatelskie ugrupowanie od partyjnych, partykularnych interesów. Kukiz’15 daje świadectwo normalności, swoimi działaniami udowadnia, że jedynym celem, o które walczy jest Rzeczpospolita Polska. Bez wątpienia antysystemowy Ruch jako jedyny pokazał klasę i wysłał wyraźny sygnał swoich intencji, szkoda tylko, że żadne mainstreamowe media nie zdobędą się na obietywną ocenę sytuacji. Mimo wszystko nie można nazywać Kukiz’15 wygranym ostatnich wydarzeń, ponieważ takowych nie ma. Kryzys parlamentarny pozostawił wielu rannych, ucierpieli jednak nie odpowiedzialni za niego posłowie, a jak zwykle Polacy – coraz bardziej podzieleni i zdezorientowani.

eŁGie