Kukiz’15 czy zlikwidować Powiatowe Urzędy Pracy -pracodawcy oczekują nawet do 2 miesięcy na bezrobotnego!

Powiatowe Urzędy Pracy działają nieefektywnie, dlatego trzeba je zlikwidować – w takim postulatem wyszli ostatnio politycy ruchu Kukiz`15

Pomysł zlikwidowania PUP-ów nie jest zupełnie nowy. Kilka lat temu podobne propozycje padały m. in. z ust Pawła Kowala (Polska Jest Najważniejsza). Dziś nieefektywną i kosztowną pracę urzędów zajmujących się walką z bezrobociem krytykują członkowie ruchu Kukiz`15. 

Ich zdaniem przygotowanie osoby bezrobotnej do tego, by opuściła rejestr Powiatowego Urzędu Pracy kosztuje 50-70 tys. zł.

Pomysł likwidacji „pośredniaków” z entuzjazmem przyjmują sami bezrobotni, którzy podobnie jak politycy uważają, że nie spełniają one swojej roli. Od czasu do czasu pojawiają się krytyczne opinie o pracy PUP i tego, jak dysponuje środkami na aktywizację zawodową (w tym roku ma na ten cel wydać ponad 40 mln zł).

Obecnie pracodawcy oczekują na pracownika a nawet do dwóch miesięcy!

Czy w takim razie powinno się zlikwidować pośredniaki?

A może by tak zlikwidować Urzędy Pracy?

Z raportów NIK wynika, że ich skuteczność jest bliska zeru!

Ponad 20 tysięcy urzędników, zatrudnionych w ponad 350 urzędach pracy, pracuje nad aktywizacją zawodową ponad 460 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. Aktywizacja ta kosztuje państwo około 3 mld zł rocznie, a efektywność form oferowanych przez UP ich petentom wynosi od 0,7 do 3,8 proc.
Może zatem najwyższa pora poważnie zastanowić się nad zasadnością pytania o sens istnienia urzędów pracy?
Może już dziś trzeba podjąć decyzję odnośnie ich być lub nie być lub przynajmniej dokonać rewolucyjnej modyfikacji tych wysoce nieudolnych instytucji?

Tymczasem z ostatniego raportu NIK, który kontrolował w tym roku polskie urzędy pracy, wynika, że MPiPS nie dysponuje rzetelną wiedzą dotyczącą efektów aktywizacji. Co więcej, zdaniem kontrolerów ministerialny wskaźnik efektywności szkoleń i staży zawyża skuteczność efektów aktywizacji bezrobotnych o niemal 1/3 (od ok. 17 do 27 proc.).

W ocenie NIK zbyt rzadko osiągany jest długookresowy cel aktywizacji bezrobotnych, jakim jest utrzymanie zatrudnienia. Aktywizację uznaje się za skuteczną, jeśli osoba bezrobotna znalazła zatrudnienie na wolnym rynku w ciągu trzech miesięcy od zakończenia aktywizacji i nie powróciła w tym czasie do rejestru bezrobotnych. A statystyki pokazują, że po stażach i szkoleniach UP, większość osób, które z nich skorzystały bądź wraca szybko do statusu bezrobotnego, bądź jeśli już zdobywa pracę, to i tak nie związaną z przedmiotem stażu czy szkolenia. 

Papier wszystko przyjmie
– W urzędach trwa walka o słupki – opowiada INNPoland urzędniczka jednego z mazowieckich UP. – Wiadomo, że im większą wykaże się zatrudnialność bezrobotnych przed Ministerstwem, tym urząd zyskuje, a jego pracownicy mogą liczyć na bonusy. Trzeba więc dobrze kombinować, a można to dość prosto zrobić, bo przecież papier wszystko przyjmie. 

Wystarczy mieć w miarę dobre układy z pracodawcami i nagminnie wysyłać do nich bezrobotnych na staże. Urzędy dostają kasę na aktywizację m.in. ze środków unijnych. W sumie jest tego 2 mld zł, więc pracodawcy nie muszą ponosić żadnych kosztów przyjęcia bezrobotnego na taki staż. Pracodawcom to zatem rękę, bo nic nie płacą, a mają darmową siłę roboczą. My zaś możemy sobie odhaczyć, że udało nam się kogoś aktywizować. Kogo obchodzi, co się dzieje potem.