Wałęsa wziął milion za film, którego nie ma. Fiskus zajął konta.

To był trudny rok dla prezydenta Lecha Wałęsy. W 1995 r. nie tylko przegrał wybory, ale i skarbówka dobrała się do jego majątku. A wszystko przez jego długi język. – Wziąłem tekę pieniąchów – opowiadał były prezydent o honorarium, które wziął od Amerykanów z wytwórni filmowej Warner Bros. Później handryczył się o to z fiskusem, który chciał gigantycznych pieniędzy za zaległy podatek. Sprawa rozeszła się – jak to mówią – po kościach, ale swego czasu, Lech Wałęsa faktycznie mógł obawiać się tego, że urzędnicy obciążą mu hipotekę (zresztą wnioskowali o to do sądu).

 

wałęsa-lech-wojownicy-wojownik-solidarność-w15-gdańsk

 

Za pieniądze od amerykańskiej wytwórni filmowej Warner Bros., której sprzedał swoją biografię, Lech Wałęsa ustawił na całe życie liczną rodzinę. A film o nim – mimo odstąpienia praw Amerykanom – i tak powstał. „Człowieka z nadziei” nakręcił Andrzej Wajda. Tyle że przywódcę „Solidarności” zagrał Robert Więckiewicz, a nie Robert de Niro. Tego drugiego zresztą Wałęsa ledwie kojarzy.

Wałęsa wziął milion, pani premier czeka

Sobota rano, 2 grudnia 1989 r. W letniej rezydencji brytyjskich premierów, pałacu Chequers, Żelazna Dama wypatruje spóźnionego gościa. Jest lekko zniecierpliwiona.

Ale przywódca „Solidarności” ma wystarczająco dużo szeleszczących powodów, by przesunąć spotkanie. Chodzi o milion dolarów od Warner Bros. Za prawa do sfilmowania historii życia najsłynniejszego na świecie elektryka. Sobota jest przedostatnim dniem wizyty Wałęsy na Wyspach, a Margaret Thatcher – mimo pozorów surowości – to osoba wyrozumiała i kulturalna. Może więc poczekać.

 

Uroki pałacu Chequers i zaszczyt spotkania z Żelazną Damą bledną wobec fortuny, jaką ma dostać robotnik z Gdańska. Tylko za to, że posiedzi trochę ze scenarzystami, a potem obejrzy w kinie film o sobie. Na umowie przygotowanej przez prawników wytwórni filmowej Wałęsa składa zamaszysty podpis – jak pod porozumieniami sierpniowymi w 1980 r. I staje się milionerem. Reprezentujący Warner Bros Roman Hart wręcza mu czek na przyprawiającą o zawrót głowy sumę. Deponują ją wkrótce potem w banku PeKaO w Sopocie.

– Nasza firma jest dumna i zaszczycona, że zyskała prawa do historii życia pana Wałęsy. Nie możemy się doczekać, aż nasi artyści pokażą światu przebieg zmian, które przewróciły porządek wschodniej Europy – ogłasza następnego dnia wiceprezes Warner Bros Mark Canton. – W czasach niezwykłych przemian w środkowej i wschodniej Europie zdajemy sobie sprawę, że wszystkie one zaczęły się dzięki Lechowi Wałęsie i „Solidarności” w Polsce. Rola pana Wałęsy jest wyjątkowa, a jego historia inspirująca – komplementuje elektryka.

Amerykańska prasa ujawnia, że budżet filmu to 20 mln dolarów. Zdjęcia mają być kręcone w 1990 r. Premiera jest spodziewana rok później. Dochód z balu połączonego z pokazem premierowym ma zasilić fundusz socjalny „Solidarności”.

Brak seksu i agenta 

To był trudny rok dla prezydenta Lecha Wałęsy. W 1995 r. nie tylko przegrał wybory, ale i skarbówka dobrała się do jego majątku. A wszystko przez jego długi język. – Wziąłem tekę pieniąchów – opowiadał były prezydent o honorarium, które wziął od Amerykanów z wytwórni filmowej Warner Bros. Później handryczył się o to z fiskusem, który chciał gigantycznych pieniędzy za zaległy podatek. Sprawa rozeszła się – jak to mówią – po kościach, ale swego czasu, Lech Wałęsa faktycznie mógł obawiać się tego, że urzędnicy obciążą mu hipotekę (zresztą wnioskowali o to do sądu).

Za pieniądze od amerykańskiej wytwórni filmowej Warner Bros., której sprzedał swoją biografię, Lech Wałęsa ustawił na całe życie liczną rodzinę. A film o nim – mimo odstąpienia praw Amerykanom – i tak powstał. „Człowieka z nadziei” nakręcił Andrzej Wajda. Tyle że przywódcę „Solidarności” zagrał Robert Więckiewicz, a nie Robert de Niro. Tego drugiego zresztą Wałęsa ledwie kojarzy.

Wałęsa wziął milion, pani premier czeka

Sobota rano, 2 grudnia 1989 r. W letniej rezydencji brytyjskich premierów, pałacu Chequers, Żelazna Dama wypatruje spóźnionego gościa. Jest lekko zniecierpliwiona.

Ale przywódca „Solidarności” ma wystarczająco dużo szeleszczących powodów, by przesunąć spotkanie. Chodzi o milion dolarów od Warner Bros. Za prawa do sfilmowania historii życia najsłynniejszego na świecie elektryka. Sobota jest przedostatnim dniem wizyty Wałęsy na Wyspach, a Margaret Thatcher – mimo pozorów surowości – to osoba wyrozumiała i kulturalna. Może więc poczekać.

 

Uroki pałacu Chequers i zaszczyt spotkania z Żelazną Damą bledną wobec fortuny, jaką ma dostać robotnik z Gdańska. Tylko za to, że posiedzi trochę ze scenarzystami, a potem obejrzy w kinie film o sobie. Na umowie przygotowanej przez prawników wytwórni filmowej Wałęsa składa zamaszysty podpis – jak pod porozumieniami sierpniowymi w 1980 r. I staje się milionerem. Reprezentujący Warner Bros Roman Hart wręcza mu czek na przyprawiającą o zawrót głowy sumę. Deponują ją wkrótce potem w banku PeKaO w Sopocie.

– Nasza firma jest dumna i zaszczycona, że zyskała prawa do historii życia pana Wałęsy. Nie możemy się doczekać, aż nasi artyści pokażą światu przebieg zmian, które przewróciły porządek wschodniej Europy – ogłasza następnego dnia wiceprezes Warner Bros Mark Canton. – W czasach niezwykłych przemian w środkowej i wschodniej Europie zdajemy sobie sprawę, że wszystkie one zaczęły się dzięki Lechowi Wałęsie i „Solidarności” w Polsce. Rola pana Wałęsy jest wyjątkowa, a jego historia inspirująca – komplementuje elektryka.

Amerykańska prasa ujawnia, że budżet filmu to 20 mln dolarów. Zdjęcia mają być kręcone w 1990 r. Premiera jest spodziewana rok później. Dochód z balu połączonego z pokazem premierowym ma zasilić fundusz socjalny „Solidarności”.

Brak seksu i agenta

Przez następne tygodnie filmowcy kręcą się wokół Wałęsy. Wypytują o pracę w stoczni, strajk, walkę z komuną. Dociekają, jak Wałęsowie dawali radę wychować ośmioro dzieci z jednej pensji. Do ról w filmie są przymierzani Jack Nicholson i Robert de Niro. Z tym drugim przyszły prezydent nawet się spotyka, choć ledwie go sobie przypomina. – Rozmawiałem i z tym aktorem, który miał mnie zagrać, De Niro chyba, i z reżyserami, ale to było nie do wykonania – będzie później opowiadał. – Mówili mi, że film powstanie, jeśli dołożymy wątek miłosny, może jakiegoś szpiega, żeby to interesowało widza.

Prawda może być bardziej brutalna: w czasie, gdy „wiatr przemian” na dobre ogarnia dawne demoludy, wąsaty elektryk z Polski z Matką Boską w klapie traci na atrakcyjności. Na dodatek antysemickie aluzje, na które pozwala sobie w kampanii prezydenckiej w 1990 r., mogą być kłopotliwe dla amerykańskiego giganta filmowego. Ale umowa jest umową i nikt nie żąda zwrotu pieniędzy. Minie pięć lat, zanim wróci sprawa miliona od Amerykanów.

Skarbówka na kontach

Nadchodzi jesień 1995 r. Kampania w wyborach prezydenckich, w których o najwyższy urząd Wałęsa walczy z Kwaśniewskim, jest wyjątkowo brutalna.

Dawny PRL-wski dygnitarz musi tłumaczyć się z udziałów w firmie ubezpieczeniowej „Polisa”, które ma jego żona, a posiadanie których zataił. Kręci też w sprawie wykształcenia – jak się okazuje, nie skończył studiów, choć tytułuje się magistrem.

Sztab kandydata lewicy odpowiada celnie. Wywleka Wałęsie sprawę miliona dolarów od Amerykanów i wytyka, że nie zapłacił od nich podatku. Walczący o drugą kadencję prezydent mętnie tłumaczy, że większość pieniędzy pożyczył dzieciom. – Z honorarium, które wynosiło milion dolarów, pozostało mu dziś około trzystu tysięcy – deklaruje w imieniu Wałęsy szef jego sztabu wyborczego.Te pieniądze pogrążą prezydenta.

Kluczowe jest tu słowo „honorarium”. Gdyby Wałęsa dostał z Ameryki darowiznę, mógłby spać spokojnie. A od honorarium musi zapłacić podatek. Rusza kontrola skarbowa. A kilka dni później, 19 listopada, legenda „Solidarności” przegrywa wybory z komunistycznym aparatczykiem, któremu w czasie debaty telewizyjnej chciał na powitanie „podać nogę”.

Miesiąc po wyborach skarbówka dobiera się do majątku Wałęsy. Żąda ponad miliona dzisiejszych złotych. To zaległy podatek i odsetki. Urząd skarbowy zajmuje dwa konta bankowe Wałęsy i połowę jego ostatniej prezydenckiej pensji. Występuje też do sądu o obciążenie hipoteki jego domu. – Nadużywanie prawa do politycznych celów – komentuje te poczynania urzędujący wciąż prezydent.

Groźba zapłacenia gigantycznego podatku złości go nie mniej niż przegrana w wyborach. Blednie przy tym nawet wykluwająca się polityczno-szpiegowska afera. Niejasne jeszcze rewelacje o podejrzanych kontaktach premiera Józefa Oleksego mają być tematem posiedzenia rządu z udziałem ustępującego prezydenta.

Będzie rewanż

Jest 20 grudnia 1995 r. Za trzy dni Wałęsa ma oddać Kwaśniewskiemu fotel prezydenta. Na posiedzenie rządu spóźnia się lekceważąco o kwadrans. Główny temat obrad to sprawa Oleksego, ale – według relacji Leszka Millera – Wałęsa drąży sprawę, która widać gryzie go najbardziej: – Czepiacie się mnie za jakiś niezapłacony podatek. Jesteście śmiesznymi ludźmi. Podatek został zapłacony, a w dalszym ciągu jestem szargany. Proszę premiera i ministrów o wycofanie się z tych działań. Dla dobra sprawy. I dla waszego dobra też – w tonie prezydenta pobrzmiewa groźba.

Minister finansów Grzegorz Kołodko odpowiada niezrażony: – Moja dobra rada jest taka, aby pan nie usiłował wywierać na nas nacisku, a co najwyżej poprosił urząd w Gdańsku, żeby rozłożył panu należność na raty.

– Zrewanżuję się panu w odpowiednim czasie – cedzi przez zęby Wałęsa.

Następnego dnia tzw. prezydencki minister (o obsadzie „resortów siłowych” decydowała bowiem wtedy głowa państwa), szef MSW Andrzej Milczanowski, oskarża Oleksego o współpracę z sowieckim i rosyjskim wywiadem. Wybucha afera, która spycha na dalszy plan sprawę honorarium, które wziął od Amerykanów Wałęsa.

Drobne na „waciki”

Młyny skarbówki mielą powoli, ale przez pewien czas skutecznie. Kolejne instancje, do których odwołuje się Wałęsa, nie mają wątpliwości, że były już prezydent jest winien państwu pokaźny podatek. Jednak w czerwcu 1997 r., gdy rząd SLD dogorywa, a do przejęcia władzy szykuje się prawica, sąd orzeka, że sprawa podatku się przedawniła. Wraca jeszcze później, ale mimochodem, gdy w 2005 r. posłem zostaje syn byłego prezydenta Jarosław Wałęsa i musi ujawnić swoje oświadczenie majątkowe. 29-letni młody Wałęsa – choć jako asystent ojca zarabiał 800 zł miesięcznie – ma warte blisko 700 tys. zł udziały w funduszu zarządzającym akcjami, mieszkanie za 245 tys. zł i renault megane.

Świeżo upieczony poseł nie kryje, że nędzne pieniądze zarabiane oficjalnie u ojca starczały mu tylko na „waciki”: – Czasami więcej wydawałem na same rachunki. Na szczęście miałem skąd brać brakujące pieniądze. Tata podzielił między dzieci ten słynny milion dolarów, który dostał od amerykańskiej wytwórni – zwierza się młody Wałęsa.

źródło:

http://www.fakt.pl/historia/walesa-wzial-milion-za-film-ile-zarabia-walesa,artykuly,593739.html 

wałęsa-lech-wojownicy-wojownik-solidarność-w15