Wicemarszałek Stanisław Tyszka z Ruchu Kukiz’15. Próbował zapobiec wydaniu 50 tys.

Nasi parlamentarzyści są w znakomitej formie fizycznej. A przynajmniej powinni być, bo nie żałują pieniędzy na poselskie zajęcia sportowe. Szkoda tylko, że nie płacą za nie z własnej kieszeni, ale z kasy sejmowej. W ubiegłej kadencji Sejmu na posłów sportowców wydaliśmy 214 tys. zł. W tym roku ich pasja będzie nas kosztować 50 tys. zł!

tyszka-stroje

 

O budżecie sportowym decyduje Zespół do Spraw Pomocy Socjalnej Kancelarii Sejmu. Formalnie chodzi o dofinansowanie „zespołowej działalności sportowo-rekreacyjnej posłów”. Szefem zespołu jest wicemarszałek Stanisław Tyszka (37 l.) z Ruchu Kukiz’15. Próbował zapobiec wydaniu 50 tys. zł na aktywność fizyczną parlamentarzystów, ale został przegłosowany.

 

– Nie widzę powodu, dla którego Sejm miałby finansować posłom wynajem obiektów sportowych i stroje, co jest głównym elementem kosztów – mówi Faktowi Tyszka. – Parlamentarzyści powinni reprezentować naród, pracować, a w wolnych chwilach za własne pieniądze mogą uprawiać sport.

 

Posłowie mogą korzystać z karnetów Multisport, które obejmują 25 dyscyplin dostępnych w 4 tysiącach obiektów rozsianych po 650 miastach. Problem polega na tym, że… muszą za nie sami zapłacić. Karnet kosztuje 95 zł miesięcznie, ale na jego zakup zdecydowało się na razie tylko 20 posłów. Bardzo mało, bo Parlamentarny Zespół Sportowy – za którego zajęcia płacą podatnicy – liczy aż 62 posłów.

Gdyby więcej parlamentarzystów płaciło za sport z własnej kieszeni, zamiast z kasy sejmowej, zaoszczędzone pieniądze można byłoby przeznaczyć na przykład na wsparcie piłkarskiej reprezentacji Polski bezdomnych. Od lat boryka się ona z brakiem środków. Jej roczne utrzymanie to zaledwie 30 tys. zł, czyli prawie o połowę mniej niż tylko w tym roku wydamy na posłów z ambicjami sportowymi.

Źródło :http://www.fakt.pl/politycy/placimy-poslom-za-zajecia-sportowe,artykuly,614174.html

Random Posts