Andrzej Kobylarz: – Amerykanie wybierali prezydenta dla siebie, a nie dla Polaków

Poseł Andrzej Kobylarz z KUKIZ`15 komentuje aktualną scenę polityczną w Polsce i na świecie, nawiązując do wyborów prezydenckich w Stanach i wyboru Donalda Trumpa na Prezydenta U.S.A.

Andrzej Kobylarz - Kukiz`15

(Poseł Andrzej Kobylarz z KUKIZ`15)

Znamy już wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Czy wygrana Donalda Trumpa jest dla Pana zaskoczeniem?

Andrzej Kobylarz (Poseł Kukiz’15): – Osobiście nie jest to dla mnie nic zaskakującego, bowiem od dłuższego czasu widać, że popularność zyskują ruchy “antyestablishmentowe”, wobec czego wynik wyborów w Stanach nie zdziwił mnie jakoś szczególnie. Naturalnie, czy Donald Trump jest przeciwnikiem establishmentu, czy tylko głosił takie hasła w kampanii wyborczej, to się jeszcze okaże… Niemniej jednak, widać ogólną tendencję tak w Europie, jak i za oceanem, do kwestionowania obecnego porządku rzeczy. Obywatele dostrzegają, że odsunięto ich od sprawowania władzy i nie mają wpływu na decyzje polityków, którzy coraz rzadziej reprezentują ich interesy.

 

To jest kwestia tylko braku możliwości sprawowania władzy, czy też wpływu na nią?

Andrzej Kobylarz: – Po pierwsze problemem jest to, że politycy nie słuchają wyborców. Taka sytuacja jest na porządku dziennym nie tylko w Polsce, ale i w wielu innych krajach. Wokół partii sprawujących władzę – niezależnie czy są to ugrupowania z prawej czy lewej strony sceny politycznej, kręci się masa organizacji, lobbystów, reprezentantów firm, które to grupy starają się wpływać na decyzje rządzących. Ma to miejsce na każdym poziomie sprawowania władzy. Oczywiście wiele osób bagatelizuje takie postawienie sprawy, ale chętnie posłużę się przykładem. W moim okręgu wyborczym jak grzyby po deszczu wyrastają przemysłowe fermy drobiu. Mieszkańcy poszczególnych miejscowości są osamotnieni w walce z inwestorami, bowiem władze gmin sprzyjają prywatnym przedsiębiorcom, a nie swoim wyborcom. Ulegają lobbystom zapominając, że są jedyni reprezentantami woli swoich wyborców. Jeśli mieszkańcy danej miejscowości nie życzą sobie postawienia pod oknami swoich domów ogromnych hal produkcyjnych, to lokalne władze winny tę decyzję uszanować. W końcu taka inwestycja wiąże się z uciążliwym transportem ciężkim, fetorem, tonami odpadów. To jest właśnie przykład ignorowania obywateli i działania na rzecz interesów różnych “inwestorów”. Oczywiście im wyższa władza, tym większa skala. Już nie pojedynczy inwestor, ale coraz większe firmy, globalne koncerny, które wpływają na tworzenie sprzyjającego im prawa, które pozwala maksymalizować ich zyski.

 

A drugi problem jaki Pan dostrzega?

Andrzej Kobylarz:Narzucanie obywatelom pewnej narracji, która dotyczy coraz bardziej intymnych sfer naszego życia. Politycy starają się zunifikować nasze poglądy, wpływając na nasze życie. Nasza różnorodność, choćby w kwestiach światopoglądowych jest naszą siłą i motorem napędowym rozwoju. Jesteśmy różni, ale w ramach tych różnic musimy funkcjonować, porozumiewać się ze sobą i na bazie różnych kompromisów wypracowywać spójne rozwiązania. Ludzie nie chcą, aby im narzucano tę jedną narrację. Dlatego buntują się i nie pozwalają sobą manipulować. Stąd coraz większa popularność ruchów antysystemowych.

 

W takim razie to dobrze, że Donald Trump został nowym prezydentem USA?

Andrzej Kobylarz: – Ale dla kogo dobrze? To Amerykanie wybierali prezydenta dla siebie. Widocznie uznali, że lepiej będzie rządził krajem niż Hillary Clinton. Czy to dobry wybór dla Polski – to się okaże. Mam nadzieję, że republikański prezydent będzie spełniał również nasze oczekiwania. Wierzę, że USA nadal będą gwarantem równowagi sił w Europie i uznają za strategicznie ważne, odpowiednie relacje z Polską. W kontekście współpracy transoceanicznej najbardziej martwią mnie w tej chwili CETA i TTIP.

 

Sądzi Pan, że polskie władze znajdą nić porozumienia z nową administracją Białego Domu?

Andrzej Kobylarz: – Podobały mi się zapowiedzi, jakie polskie władzy czyniły przed wyborami – że pozostają w kontakcie ze sztabami obu kandydatów i czekają na wynik wyborów. Nie powinniśmy się opowiadać po żadnej ze stron, gdyż jak wspomniałem, to Amerykanie wybierali prezydenta dla siebie, a nie dla Polaków.

 

W Stanach trwają jednak protesty po ogłoszeniu wyniku wyborów…

Andrzej Kobylarz: – Najgłośniej protestują tak zwani “obrońcy” demokracji.

 

Pojawiają się zarzuty, że Trump nie zdobył większości głosów Amerykanów, a jedynie większość głosów elektorów, co według przeciwników tej prezydentury świadczy o jakimś braku zaufania społeczeństwa do nowego prezydenta.

Andrzej Kobylarz: – System wyborczy w Stanach oparty jest na głosach elektorów. Gdyby ordynacja była większościowa i to ogół obywateli wybierałby prezydenta bezpośrednio, to na pewno Trump ze swoim sztabem wyborczym inaczej prowadziłby kampanię. Co do tego nie mam wątpliwości, ale oczywiście nie jesteśmy w stanie przewidzieć wyniku takich wyborów, więc nie ma co bawić się w “gdybanie”.

 

Podsumowując, pokusi się Pan o tezę, że Donald Trump będzie dla Polaków lepszym prezydentem, niż byłaby Hillary Clinton?

Andrzej Kobylarz: – Mam taką nadzieję, ale my musimy się skoncentrować na tworzeniu jakości w polskiej polityce. Tu na miejscu jest klucz do szczęścia i dobrobytu naszych obywateli. Zamiast zajadać popcorn obserwując wybory w Stanach, powinniśmy skupić się na pracy u podstaw w Polsce. Mamy wiele do zrobienia, co widać na pierwszy rzut oka. Setki tysięcy Polaków pracują za granicą, podczas gdy zmuszeni jesteśmy ściągać imigrantów, aby obsadzić wolne miejsca pracy. Musimy obniżyć podatki, które zabierają znaczną część wynagrodzeń Polaków. Należy podnieść kwotę wolną od podatku, aby najmniej zarabiający odczuli to w swoich portfelach. Musimy zmierzyć z problemami niewydolnej służby zdrowia, dalej rozwijać naszą infrastrukturę. Trzeba wlać wiarę w serca Polaków i wskazać, że w przeszłości potrafiliśmy jako naród wydobyć się z nie lada problemów. Przypomnieć, że w naszej historii mamy aż nadto przykładów Polaków, którzy byli wspaniałymi politykami, samorządowcami, naukowcami i wynalazcami. Możemy dokonać dużego “skoku” gospodarczego, ale on się weźmie nie z gadaniny, tylko z ciężkiej pracy i sensownego ustawodawstwa. Na tym musimy się skupić.